Nasi Parafianie

Beata Grzegorzek

Nazywam się Beata Grzegorzek, dwa tygodnie temu wróciłam  z prawie rocznego pobytu w Zambii gdzie posługiwałam jako wolontariuszka misyjna. Zostałam tam posłana z ramienia wolontariatu misyjnego SALVATOR. Niektórzy pewnie kojarzą mnie z broszurek z droga krzyżowa namalowana przeze mnie w odremontowanej przez miejscowa ludność w kaplicy w Chamulimbie, rozprowadzanych w okresie wielkopostnym dzięki uprzejmości naszego księdza proboszcza. Wszystkim darczyńcom serdeczne Bóg zapłać za ofiarność, jednocześnie informuje, ze dzięki Waszej hojności udało się wyremontować zawalony dach w szkole w Chamulimbie i dzieci mogą znowu się w niej uczyć.Beata Grzegorzek

Początkowo pracowałam w sierocińcu dla chłopców z ulicy gdzie prowadziłam szkole biblijna dla chłopców i pomagałam przygotować ich do Chrztu Świętego.

Ponieważ jestem studentką medycyny, głównie pracowałam w szpitalach misyjnych prowadzonych przez siostry boromeuszki mikołowskie. Były to następujące placówki: Chamilala St Joseph’s Rural Health Centre, Mpyanhya St Lukes Missionary Hospital.

Będąc tam miałam okazje zobaczyć na własne oczy jak wielki jest wysiłek ludzi który prowadza te placówki i jak bardzo potrzebna jest im pomoc. Szczególną uwagę chciałabym zwrócić zaangażowanie siostry Józefy, która między innymi prowadzi program “adopcja serca”, polegający na tym, ze ludzie z całego świata zapewniają opiekę i dostęp do oświaty wybranemu dziecku z krajów trzeciego świata (Tu można zasięgnąć więcej informacji o tym projekcie: http://www.adopcjaserca.org/) oraz która wybudowała dzięki ofiarności darczyńców z całego świata klinikę w Chamilali, w terenie gdzie miejscowa ludność praktycznie nie miała zapewnionej żadnej opieki zdrowotnej. Budynek powstał, jednak rząd nie zapewnił środków finansowych na zatrudnienie personelu medycznego. W związku z tym jedynym pracownikiem była siostra Józefa z wyksztalcenia pielęgniarka. Miała jednak świadomość, ze na dłuższą metę sama nie jest w stanie podołać wszystkim obowiązkom, ponieważ liczba pacjentów czasami przekraczała 50 osób dziennie. Wtedy z pomocą przyszedł jej Wilbroad – pielęgniarz, który z wdzięczności za wcześniej udzielona mu przez siostrę pomoc (w ramach wspomnianego wyżej programu adopcja serca ukończył szkole pielęgniarską), zaofiarował się pomagać siostrze jako wolontariusz dopóki nie otrzyma etatu rządowego. Potem do ekipy dołączyłam ja – również jako wolontariuszka. Pomimo, że moje wykształcenie medyczne jest niepełne, tam byłam jedną z lepiej wykszatłconych osób. Wykonywałam zadania typowe dla pracy lekarza w Polsce – odbierałam porody, opatrywałam i szyłam rany, diagnozowałam pacjentów i przepisywałam leki. Nasza pomoc bardzo odciążyła siostrę w jej obowiązkach. Ona jednak wolnego czasu nie wykorzystała na odpoczynek lecz przeznaczyła go na rozbudowę kliniki. Na kilka dni przed moim powrotem do kraju dowiedziałam się ze rząd przyznał dotacje na pensje dla personelu. To zdarzenie wzbudziło we mnie refleksje, ze w tych najtrudniejszych momentach zawsze możemy liczyć na pomoc Bożej Opatrzności.

Wodzisław Śląski